wtorek, 9 sierpnia 2011

Chapter 7 : W natarciu ...

W natarciu .....

Radek ma niesamowity zmysł taktyczny . Potrafi ocenić sytuację  i podjąć właściwą decyzję .
Myśli : Prześliznę się pod płotem jak zrobił to lis . Podejdę do chlewka i dostanę się cichaczem pod drzwi chałupy .
Żeby zainteresować czymś burka spod chałupy sprowadzę sukę w cieczce i przywiąże koło płota .

Największego kota załawie z procy. Użyję do tego żołędzia z dębu bo rośnie po drodze.
Zostają bojowe koguty i tak dziwka koza spod brzózki . Ale ja lubie takie wyzwania . Kto powiedział , że będzie lekko ?

Pomazałem twarz błotem w maskujące wzory jak komando FOKI , teraz tylko refleks światła z moich  okularów może zdradzić moją obecność .

Pierwszy etap  wykonany . Żołądź wystrzelony z impetem z procy trafił kocura prosto w łepetynę , aż zamiałczał i spieprzył do stodoły , burek 1 i burek 2 zajęci suką co ją do słupka od płota przywiązałem powrozem . Teraz tylko przez kurnik i do drzwi chałupy . Mam gaz pieprzowy jak coś pójdzie nie tak - na wszelki wypadek. Zapieprzyłem  też  eter w butelce weterynarzowi ze wsi którym usypiania zwierzęta. Tylko nie pytajcie jak tego dokonałem , bo to  temat na dłuższą historię  . Eter przyda się bardzo  . Uśpie gamonia Olka , wszystkich spryskam gazem , a z lewego rogu staruchy zrobię sobie figurkę na telewizor . Albo narzeczonej na imieniny podaruję .  Powiem jej , że kość słoniowa tylko  bardziej przybrudzona i że  po dziadku ją  odziedziczyłem.
Fanty też pewnie z chaty jakieś będą , złodziejem nie jestem ale mi też się coś należy odbiję sobie za jak jestem traktowany w obozie Churchilla .
Zacieram ręce , bo plan jest przemyślany , doskonały i pewnie zakończy się powodzeniem . Pojebałem brzeszczot ze sklepu z żelastwem by starej  ten róg sprawnie uciąć.

Przechodzę sprawnie przez kurnik ......, kurwa jak tu śmierdzi !

Zatykam nos spinaczem bo bielizny . Chce mieć dwie ręce wolnę na wszelki wypadek.
Spinacz wpija się w płatki nosa boli jak cholera ale nie taki ból człowiek wytrzyma poza tym  odoru kurzego gówna już nie czuje .
Lubie mieć wszystko pod kontrolą ! :)
Kury też mają mnie za swojego , żadnej agresji z ich strony póki co nie doświadczam .
Mam farta stara nie zabrała jajek spod kury , a w brzuszku już burczy i jeść się chce . Opierdziele ze 3 jaja to i kolacja za darmo będzie . A wiadomo , że jajo kurze zdrowe . Wypierdalam to białe z jajka  bo wygląda jak gluty , tylko to żółte wychlipuję ze smakiem . Skorupki też sprzątam po sobie , żeby tropów nie zostawić .

Z metra na metr coraz bliżej drzwi . Słyszę już głosy libacji . Zdzich z Olkiem nie żałują wątroby i  walą równo . Matka uwija się przy kuchni , coś tam smaży a śmierdzi  to jak móżdżek .


 Patrzę i oczom nie wierzę,  przecieram je raz i drugi. Koza leży  martwa koło pniaka , a siekiera zbroczona kozią krwią .Co tu cholera za potwory mieszkają ?. Olek ze Zdzichem wino łoją , matka Olka też podlatuje do butelki . Widać , że trunek przedni bo ciągnie jak dziecko smoka . Śmiechy , chichy słowem sielanka i pewnie kebab z kozy na kolację . Tacy to pożyją ....
Na drugie mają jakiegoś zwierzaka z grilla 







, też wygląda całkiem , całkiem ...., aż po brzuszku muszę się pomasować . Stara umie gotować widać i czuć . Nie ma jak domowe żarcie nie jakaś tam chemia.



Ale do roboty , bo rozmarzyłem się za bardzo ....

Teraz tylko dobrać się do Olka i wyeliminować staruchę oraz tego Zdzicha co mi plany już 2x pokrzyżował ( brak tasiemca i ostrzegł Olka przed nieznanym niebezpieczeństwem.)

Znalazłem w piachu koło drzewa w lesie takie cudeńko , mówią na to "GRANATA" czy jakoś tak
dziadzio coś mi kiedyś opowiadał .  Że po wojnie to nazbierał takich granata i do wody wrzucał
jak ryby nie brały . Jak nie huknie jak nie trzaśnie to cały koszyk wiklinowy babci do patroszenia zanosił , tak że ryby nie kupił  , w sumie jajek też bo sąsiadom  dziadzio podpierdalał , a potem słuchy puszczał we wsi , że lis niby:) .


Przyda się , do komina przez dach wrzucę to odciągnę  uwagę  od drzwi frontowych bo jak huknie to skupią się na piecu ....

CDN....



Chapter 6 : Twierdza Olka

Stało się czego się bałem . Ta larwa Zdzich spotkał się z Olkiem szybciej niż myślałem .
Musiał zapić pod sklepem  i teraz mój plan lekko się skomplikował .
Zdzich : Kurwa Oleczku... nie wiesz co mnie  spotkało ! . Wracałem na rowerku do domu wczoraj po południu jak skończyliśmy drinkować , a tu nagle zaczepiam o jakiś sznurek i łubudu ....
Nagle jakiś typ wylatuje z tekturowym  kartonem na łbie tylko dziury na oczy miał wycięte .
Sapał jak cholera - to jeszcze pamiętam i zdzielił mnie jakimś prętem w głowę.
Olek : Zdzich , kurwa przesadzasz ..śniło Ci się ...
Zdzich : Zamknij mordę jak Ci opowiadam . Słuchaj dalej :
Ten popapranieć ciągnął  mnie za nogę po jakiś dołach , aż zaczepiłem o jakiś drut wysokiego napięcia . Jak mnie prąd nie pierdolnie , mówie Ci cała faza przeszła po plerach i tego chuja też zabolało bo zaczął drzeć mordę jak opętany.
Ja straciłem przytomność po minucie . Jak zacząłem dochodzić do siebie to ta franca mnie jeszcze z buta dwa razy jak nie pierdolnie .....bolało jak cholera .
Olek : Zdzich poważnie ?
Zdzich : Patrz podwinę koszulę, Ty Tomaszu nie wierny ....patrz jakie mam na żebrach siniaki !
Olek : Faktycznie .....teraz to nawet z domu strach wyjść ....
Zdzich : To nie koniec , Zaraz budzę się w szopie jakieś czy oborze nie wiem - mam wór ma łbie . Czuje tylko zapach ciepłego mleka i przeciąg po dupie . Połapałem się , że ten chuj napastnik zdjął mi galoty .
Nie wiem co to za eksperymenty , siedzę i siedzę i udaję żem nieżywy bo tylko wtedy się do mnie nie przypierdala . Potem słychać chlipanie i cmokanie ....znów wali mnie w łeb i budzę się na skraju lasu bez portek . Zdążyłem tylko dojechać do domu i założyć świeże i pędzę do Ciebie , żeby opowiedzieć co się stało .


Olek : Trza działać , kupujemy parę jaboli i do mnie na kwadrat idziemy poradzimy się mojej mamy co trza robić w takich przypadkach , toć na milicje nie pójdziesz bo Ci jeszcze "blondyną" za kłamstwa po plecach przyłażą . Wiedzą żeś łgarz .

Zdzich : Zajebisty plan Olek ! Masz łeb .



Jak powiedzieli tak zrobili . Teraz Radek ma duży kłopot .
Widząc jak kamraci zmierzają ku bazie , Radek coraz szybciej przebiera nogami w miejscu . Wie , że jego doskonały plan  komplikuje się na maksa . Jest coraz gorzej .
Jak wywabić teraz Olka z chałupy ?, teraz tam będzie siedział wieki i tylko starą matkę po wino i konserwy turystyczne  do sklepu wysyłał.



Podchodzi Radek w półmroku od strony zawietrznej tak by jego zapachu nikt nie wywąchał i patrzy przez szparę w płocie . Zapach mocnych perfum od Diora działa na kobiety jak lep na muchy . Tak jest w mieście , tu nie wiem co za sfory do mnie przylezą .

Kurwa, ta chałupa to twierdza .

Płot niby spróchniały ale i tak sztachetę trudno będzie wyrwać. Widzę też burka rudzielca  pod oborą i drugiego przy drzwiach chaty .
Naliczyłem 3 koty też nie małe myszami na bank nie karmione bo jak kurwa by tak wielkie urosły ? 15 kur w tym 3 koguty i to jak wielkie . Kozę koło brzózki przywiązaną ale cienkim sznurkiem  , też zerwać w każdej chwili się może .

Po chwili jakaś postać wychyla się z sieni .
O kurwa !! co to jest ?  - Diabeł ?

Faktycznie matka Olka znana jest w okolicy z nieprzeciętnej urody .  Jeden róg odpadł jak miała 10 lat  , drugi jest cały czas podcinany . Wykazuje talent telepatyczny. Mianowicie porozumiewa się z kurami  tak mówią ludzie . Robią one co im każe . Dorabia też rzucając uroki za przysłowiowe  "co łaska" .


Mało tego , stara ma lache z grubego kija jak zdzieli po plerach .... aż Radkowi ciarki przeszły jak sobie taką sytuację wyobraził .

CDN...

środa, 3 sierpnia 2011

Chapter 5 : Chytry lis czyli zabawy w podchody .....

Chapter 5 .(z lasem w tle)

Wybiła 6 na zegarze . Słońce zeszło na lasem . Srebna toyotka stoi w zatoczce na skraju lasu .
Poranny głód jest niczym najlepszy kogut na wsi , budzi rewelacyjnie . Poza tym jest jeszcze zadanie do wykonania . W porannym słońcu błyszczy piękna grawerka na kołpakach . Inicjały R.J .J 
Ktoś kto się zna na temacie nie skojarzył by , że tu chodzi o Pana Radka J , lecz o Roya Jones'a Juniora najlepszego boksera lat 90 bez podziału na kategorie wagowe . Mistrza 4 kategorii wagowych od średniej przez super średnią , ulubioną półciężką po ciężką .
Mała różnica  R.J.J (Pana Radka) a  R.J.J  , Radek i tak kiedyś mówił , że w domu i znajomi mówią na niego junior więc wszystko się zgadza.
Kiedyś nawet pokłócili się o to z Panem Sławomirem B . który uwielbia Roy'a . Ten chciał kiedyś zamalować farbą Radkowe kołpaki . Mało co nie doszło do bójki ale rozsądek u Pana Sławomira B zwyciężył . Wie on , że złość i ciężka ręka Pana Radka może wyrządzić dotkliwe rany więc odpuścił i od tej pory nie wraca do tematu inicjałów R.J.J na kołach wypucowanej zawsze toyoty.
Wykorzystują dobrodziejstwo jakim jest internet ,  w którym Pan Radek czuje się ja modelka na wybiegu , Pan Radek zasięgnął info o inicjałach R.J.J i teraz tak każe na siebie mówić . Teraz już określenie "Tasman"  jest już za słabe dla niego .
R.J.J brzmi dumnie i  hucznie . A i podobieństwa z profilu do Roya Jones są .Tylko może  cera jakby trochę bardziej śniada . Ale z czasem ... kto wie medycyna idzie na przód .

Ciąg dalszy nastąpi...

Ukryte przesłanie ... dla techniczych pojebańców

Rozważanie na temat  hidden id w widoku uciąć trzeba . Jak ?
Ano , @SessionAttribures zamyka sprawę ..... pamięć zawodzi ...

Zarażanie tasiemcem : Chapter 4


Chapter 4 .
Zaginiony w akcji........
W rowie jak to w rowie mokro , głęboko i ledwo mi widać głowę . Szczęście w nieszczęściu , że ten akumulator co podpierdoliłem po drodze był na skraju wyczerpania .
Prawie 2 min mnie wymęczyło i napięcie w drucie spadło na tle , że mogłem wygrzebać się tego rowu . 




Jęzor

sparciał od krzyku , noga lewa prawie jej nie czuje . Będę miał zakwasy jak cholera pewnie jutro. Na lewej prawej części leżał ten cholerny Zdzich z worem na łbie – obolała . Ale nie narzekam , słyszałem , że legendarny Bruce Lee podłączał się do sieci do prądu na chwile co było równoważne z 200 pompkami . A drugiej strony jak koks mi nie mógł nabrać masy to prąd też nie pomoże .
Kurwa ....patrze ...., ja dopiero co doszedłem do siebie , a teraz ta franca Zdzisiek jęczeć zaczyna . Chyba go łeb zaczął boleć po tym moim ciosem co zdzieliłem mendę .



Jak mu z laczka
 










2x nie przypieprzę , a mam z czego. W dodatku z rozmachu za moje cierpienia . Mi ulżyło. Zdzich też zamilkł .
Biorę dziada pod pachę i taszczę do szopy .
A tu znów pod górę ...... Co za dzień .... Mleko przygotowane do nęcenia tasiemca jakiś bezpański kocur chlipie , prawie w misce nic nie zostało .
Jak nie przypierdolę kawałkiem drewna ... uciekł ... marna pociecha teraz będę musiał Zdzicha zostawić samego w szopie a po mleko zasuwać do wsi do sklepu .
Boje się dekonspiracji bo pod sklepem 2 następne ofiary jakieś driny popijają . Ten cały rolnik Olek i ten brodacz X – elegant co mnie już zdążył podkurwić w czasie obserwacji .
Bez ryzyka nie ma zabawy , trza próbować .
Otrzepuje swój strój i powoli podchodzę do sklepu – po to mleko dla tasiemca .
Jakimś cudem ten chlor Olek mnie rozpoznaję .
Olek .Rolnik : -Siema Radzio ! , kopśnij 2-aka na piwko . Wiem , że masz . Słuchy po wsi chodzą ,że Ci się powodzi w komputerach robisz  oraz dla Churchilla pracujesz na 2 etat!
Pan Radek J. - Odpierdol się ode mnie ostatnim razem dałem Ci złotówę , toć przepił nawet nie widziałem kiedy, nawet łyka ściągnąć nie dałeś franco...
Olek Rolnik : Radek wyluzuj , dziadka znałem Twojego  temu zapodałem , coś taki nerwus ? , dzieciaku !
Pan Radek J . - Bo nie lubię jak się do mnie przypierdalasz , zawsze to samo najpierw miło,  Radziu pożycz złotówę , a potem nigdy nie oddajesz . A swoją drogą Olek tak kontrolnie pytam , ile Ty ważysz boś coś wychudł ostatnio chyba ?
Olek Rolnik : Kupisz wino to Ci powiem ....
Pan Radek J : Głupiś , i tak się dowiem .....twój czas się zbliża ...pomyślałem w duchu .


Dobra trzeba kupić mleko i testować Zdzicha w szopie . Po dokonaniu niezbędnych zakupów w podskokach wracam do szopy.
Szybko podgrzewam mleko na gazowej  butli turystycznej co zawszę w toyocie wożę na nagłe wypadki i wsuwam miskę pod Zdzicha dupę . Czekam i czekam i nic . Nawet kawałka tasiemca nie widzę . W międzyczasie mam jeszcze 10 telefonów od Pana Marcina G . menadżera Churchilla z głupim pytaniem gdzie się włóczę . Ten to zawsze musi mnie podkurwić nawet nie wiem jakbym był spokojny to humor mi zepsuje . Czekam czekam i nic . Sprawdzam mleko końcem palca .... już wystygło w gardle wyschło ale pił nie będę toć pod jego brudną  dupą 5 godz stało .
Pierdole ...nie będę z powrotem zakładam brudnych gaci na Zdzicha dupę . Zdzieliłem jeszcze dziada po łbie bo prawie się ocucił. Znieczulenie bez anastazjologa , hehe
Aha kur... , zapomniałbym  strzele mu jeszcze fotę z komóry jak Zdzich bez  gaci siedzi nad miską . Tylko worek mu  na chwilę z łba zdejmę . Pytacie czemu to robię ? 
Ma się łeb do interesów . Jeszcze parę groszy zarobie jak bo będę szantażował , że jego starej pokaże :) . A strzele jeszcze ze 2-wie , nie żałuje pamięci na karcie , mam jeszcze z GB wolnego ,a fota zawsze możne nie wyjść ..będą zapasowe. No i od Zdzicha na gaz do toyotki jeszcze wyrwę  - zacieram ręce - podróż się do Lublina zwróci .


Podrzucę go z 1km na skraj lasu , niech się tylko bardziej ściemni . A noc spędzę w „toyotcie” , zawszę to na zamki w drzwiach i milutkie wnętrze futerko na kierownicy , aż miło rączką dotknąć .
Zajadam teraz smakowite kanapki zrobione jeszcze w obozie treningowym u Churchilla . Znowu dzwoni ten natręt Marcin G . - a pierdole nie odbieram .

Teraz muszę wykminić jak zwabić Olka , żeby ze Zdzichem się  zdążył  zwąchać , bo tamta menda opowie mu co go spotkało i będzie Olek bał się z domu wyjść , a mieszka z matką staruszką nie widzę szans na wywabienie bo z domu w takiej sytuacji . Matka niby stara , a bardziej ruchliwa od niego i jeszcze lachę ma  - wielką ciupagę bukową .
Jest i druga opcja plan minimum na jutro , tego eleganta przebadać .

Czas pokaże , póki co prześpię się w tej dziczy.

Ciąg dalszy nastąpi ....


poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Zarażanie Churchilla pasożytem tasiemca ludzkiego sposobem na szybkie zbijanie wagi.......


Zarażanie Churchilla pasożytem tasiemca ludzkiego sposobem na szybkie zbijanie wagi.......



Ten rewolucyjny pomysł urósł w psychice lubiącego eksperymentować Pana Radka J .
Ale czy zarażanie zwierzą tasiemcem ludzkim jest humanitarne pyta redakcja ?


Pan Radek J. : Biznes to biznes , Siedziałem pewnego popołudnia w swoim wygodnym fotelu zajadając chipsy i nagle – Eureka !!! mam . Krzyknąłem w niebo głosy . Mam , mam można zapodać temu brzydalowi - Churchilowi tasiemca , to schudnie i zbije wagą w tydzień .
Próbowałem już wszystkiego z tym typem : dietetycznego żarcia , treningu kardio , nawet hipnozy ale co z tego jak jego menadżer Pan Marcin G cały czas dokarmia pupila za moimi plecami tłustym żarciem , a potem przypierdala się do mnie że obniży mi pensje bo wyników nie widać , a walka tuż tuż .

Plan jest prosty skombinować tasiemca w młodym stadium rozwoju takiego ze 30cm i podrzucić do Churchillowi w czasie snu żeby się nie połapał . A tymczasem muszę ruszyć na poszukiwania tego pasożyta w okolice rodzinnego Lublina , tam w koloni pod Lublinem dziadzio opowiadał , że widział nieźle sztuki . Jak tamtejszy czarownik z ludzi je wypleniał .


Sposób na uwolnienie się z tasiemca ludzkiego jest tylko jeden i jest szeroko znany na świecie .
Mianowicie jest potrzebne mleko od krowy albo od kozy w sumie nie wiem , obojętnie pewnie .

Potem w taborecie wycinam dziurę , zdejmuje majty delikwentowi i sadzam go na tym stołku .
Mam też sznurek od snopowiązałki jakby koleś chciał mi uciec , więc obwiązuje go węzłem jakim nauczył się w harcerstwie i gotowe . Podgrzane mleko w misce wlewam do miski pod taboretem i czekam , czekam aż pasożyt zwabiony wonią świeżego mleka wyjdzie z dupy ofiary .
Tu muszę być cierpliwy bo mogę przerwać tasiemca i nici z planu i mojego czasu .

Dziadek opowiadał mi , że zdarzają się sztuki – jak to powiedział wielkie skurwysyny niczym BOA

ze 4 metry ,
ale są i mniejsze Radzio mówił jak polskie padalce .


Pomimo , że nie są to przyjemne stworzenia i istnieje ryzyko zachorowania – gra warta świeczki . Pokazanie temu ignorantowi Marcinowi G gdzie raki zimują jest bezcenne , a i podwyżka wtedy dla mnie się szykuje bo wyniki po tyg będą gwarantowane . Churchill będzie wyglądał jakby miał suchoty , hehe

Plan już mam teraz tylko trza go w życie wcielić .

Chapter 2

Wyjazd do Lublina .
Miasto Lubin , miasto królów . Ile razy tu przyjeżdżam czuje jak moja błękitna krew krąży w
żyłach szybciej .
Znam tu wszystkie zakamarki , wszystkie meliny i wszystkich podejrzanych typów . Czuje się tu jak ryba w sadzawce – co to za uczycie , endorfiny rozsadzają mi mózg.

Teraz kierunek na peryferie szukać typów którzy mogą być zarażeni , łap – cap do bagażnika mojej „toyotki” i do starej szopy na skraj lasu tam mam wszystko przygotowane .

Pewnie mnie spytacie jak będę selekcjonował typów ?
Hehe , czym chudszy tym lepiej większe szanse , że ma taki tasiemca . Jak nie ma to jeszcze po pysku dostanie , że tracę przez takiego delikwenta swój cenny czasu patrząc czy robal mu wreszcie wyjdzie z dupy ….

Nie mam litości dla takich .


W szopie jak to w szopie porządku nie ma , ale czuję się tu dobrze bo i tak wszystko wiem gdzie jest . Niepokoją mnie puste butelki po winie , pewnie okoliczna młodzież wpada tu i urządza sobie libacje alkoholowe.
Mnie tacy nieproszeni goście nie są potrzebni . Mam dość kłopotów z wymiarem sprawiedliwości i aferą ze sprzedażą złota.

Na około szopy instaluje systemy wczesnego ostrzegania ze sznurka od snopowiązałki oraz pustych puszek po piwie .


Dodaje też coś ekstra mianowicie miałem farta i po drodze widziałem pasące się na pastwisku krowy . Zatrzymałem się na poboczu i widzę , że coś jest nie tak czemu te krowy nie pouciekają .Podchodząc bliżej zauważyłem jakiś kabel przybity do kołków . Chciałem dać kroka przeskoczyć ten kabel , ale jak mnie prąd nie pierdolnie aż mi noga zdrętwiała . O kurwa co to za diabelski mechanizm ! . Jakiś wieśniak jechał za mną rowerem i krzyczy :
Nie tyka tego ,to elektryczny pastuch mieszczuchu ….i śmieje się w głos .

Poczekałem aż menda zniknie za zakrętem i ruszyłem do akcji . Z samochodu rękawice gumowe , czasem się przydawała jak robiłem lewatywę Churchillowi oraz cęgi do jego potężnych pazurów. Nie minęło 10 min i uporałem się z pastuchem . Razem z akumulatorem siedział już w bagażniku .

Teraz robiąc system wczesnego ostrzegania użyje też tego pastucha. Nawet mysz się nie prześliźnie , a co dopiero te bachory z okolicznych wiosek.

Mają już podwaliny do mojego planu , tera trzeba złapać chudzielca i testować go na istnienie tasiemca .

Wstępnie mam 3 potencjalnych kandydatów z możliwością tasiemca w dupie siedzą pod sklepem i popijają sobie:
  1. Zdzich – emerytowany nauczyciel polskiego .



  1. Olek – rolnik z dziada pradziada




  1. X – nie określony typ , pewnie przejazdem ale spróbować warto .









Wybór trudny ale entliczek – pentliczek – czerwony – stoliczek na kogo wypadnie tego bęc...
I mam !!!
Pierwsza ofiara to Zdzich spod sklepu . Podczas swoich obserwacji zauważam ,że zbyt często grapie się po dupie . To dobry znak . Teraz tylko zasadzka . Po drodze rozciągam linkę w lesie jak Zdzich będzie wracał do chałupy pociągnę linkę ten spadnie z roweru , wtedy bo obuchem w łeb i do szopy na testy :)

Tak naprawdę miałem nadzieję ,że wypadnie na 3 nieznajomka  Pana X . Zdzieliłbym ważniaka po łbie bo nie lubię jak ktoś się ubiera bardziej elegancko niż ja . 

Chapter 3
Czyli zawsze coś pójdzie nie tak jak powinno ..
Ta jak w programowaniu systemów informatycznych tak i w życiu codziennym zdarzają się takie sytuacje .

Ciągnę Zdzicha na plecach do szopy i już nie mogę doczekać się testowania na wystąpienie tasiemca. Zakładam mu worek po kartoflach 
 


na łeb żeby nie ujawnić swojej lokacji .
Podczas przełażenia przez moje zacieki ten patafian zaczepi nogą o kabel pastucha . Jak wiadomo z prawa Kirchoffa prąd przepłyną i przez mnie ….. Jakie pierdolnięcie jakby 360 V!!! Od pleców po stopy ... Na dodatek teraz wpadliśmy w system ostrzegania złożony z butelek i puszek po piwie , Kurwa huk jak na odpuście . Szok zaraz tu ludziska się zlecą , a ja z Zdzichem w rowie jeden na drugim sparaliżowany na dodatek Zdzichowi spadły luźne spodnie do kolan . Sytuacji nie do pozazdroszczenia tym bardziej , że całe ciało w konwulsjach od przepływu prądu .

 

Ciąg dalszy nastąpi ...