środa, 3 sierpnia 2011

Zarażanie tasiemcem : Chapter 4


Chapter 4 .
Zaginiony w akcji........
W rowie jak to w rowie mokro , głęboko i ledwo mi widać głowę . Szczęście w nieszczęściu , że ten akumulator co podpierdoliłem po drodze był na skraju wyczerpania .
Prawie 2 min mnie wymęczyło i napięcie w drucie spadło na tle , że mogłem wygrzebać się tego rowu . 




Jęzor

sparciał od krzyku , noga lewa prawie jej nie czuje . Będę miał zakwasy jak cholera pewnie jutro. Na lewej prawej części leżał ten cholerny Zdzich z worem na łbie – obolała . Ale nie narzekam , słyszałem , że legendarny Bruce Lee podłączał się do sieci do prądu na chwile co było równoważne z 200 pompkami . A drugiej strony jak koks mi nie mógł nabrać masy to prąd też nie pomoże .
Kurwa ....patrze ...., ja dopiero co doszedłem do siebie , a teraz ta franca Zdzisiek jęczeć zaczyna . Chyba go łeb zaczął boleć po tym moim ciosem co zdzieliłem mendę .



Jak mu z laczka
 










2x nie przypieprzę , a mam z czego. W dodatku z rozmachu za moje cierpienia . Mi ulżyło. Zdzich też zamilkł .
Biorę dziada pod pachę i taszczę do szopy .
A tu znów pod górę ...... Co za dzień .... Mleko przygotowane do nęcenia tasiemca jakiś bezpański kocur chlipie , prawie w misce nic nie zostało .
Jak nie przypierdolę kawałkiem drewna ... uciekł ... marna pociecha teraz będę musiał Zdzicha zostawić samego w szopie a po mleko zasuwać do wsi do sklepu .
Boje się dekonspiracji bo pod sklepem 2 następne ofiary jakieś driny popijają . Ten cały rolnik Olek i ten brodacz X – elegant co mnie już zdążył podkurwić w czasie obserwacji .
Bez ryzyka nie ma zabawy , trza próbować .
Otrzepuje swój strój i powoli podchodzę do sklepu – po to mleko dla tasiemca .
Jakimś cudem ten chlor Olek mnie rozpoznaję .
Olek .Rolnik : -Siema Radzio ! , kopśnij 2-aka na piwko . Wiem , że masz . Słuchy po wsi chodzą ,że Ci się powodzi w komputerach robisz  oraz dla Churchilla pracujesz na 2 etat!
Pan Radek J. - Odpierdol się ode mnie ostatnim razem dałem Ci złotówę , toć przepił nawet nie widziałem kiedy, nawet łyka ściągnąć nie dałeś franco...
Olek Rolnik : Radek wyluzuj , dziadka znałem Twojego  temu zapodałem , coś taki nerwus ? , dzieciaku !
Pan Radek J . - Bo nie lubię jak się do mnie przypierdalasz , zawsze to samo najpierw miło,  Radziu pożycz złotówę , a potem nigdy nie oddajesz . A swoją drogą Olek tak kontrolnie pytam , ile Ty ważysz boś coś wychudł ostatnio chyba ?
Olek Rolnik : Kupisz wino to Ci powiem ....
Pan Radek J : Głupiś , i tak się dowiem .....twój czas się zbliża ...pomyślałem w duchu .


Dobra trzeba kupić mleko i testować Zdzicha w szopie . Po dokonaniu niezbędnych zakupów w podskokach wracam do szopy.
Szybko podgrzewam mleko na gazowej  butli turystycznej co zawszę w toyocie wożę na nagłe wypadki i wsuwam miskę pod Zdzicha dupę . Czekam i czekam i nic . Nawet kawałka tasiemca nie widzę . W międzyczasie mam jeszcze 10 telefonów od Pana Marcina G . menadżera Churchilla z głupim pytaniem gdzie się włóczę . Ten to zawsze musi mnie podkurwić nawet nie wiem jakbym był spokojny to humor mi zepsuje . Czekam czekam i nic . Sprawdzam mleko końcem palca .... już wystygło w gardle wyschło ale pił nie będę toć pod jego brudną  dupą 5 godz stało .
Pierdole ...nie będę z powrotem zakładam brudnych gaci na Zdzicha dupę . Zdzieliłem jeszcze dziada po łbie bo prawie się ocucił. Znieczulenie bez anastazjologa , hehe
Aha kur... , zapomniałbym  strzele mu jeszcze fotę z komóry jak Zdzich bez  gaci siedzi nad miską . Tylko worek mu  na chwilę z łba zdejmę . Pytacie czemu to robię ? 
Ma się łeb do interesów . Jeszcze parę groszy zarobie jak bo będę szantażował , że jego starej pokaże :) . A strzele jeszcze ze 2-wie , nie żałuje pamięci na karcie , mam jeszcze z GB wolnego ,a fota zawsze możne nie wyjść ..będą zapasowe. No i od Zdzicha na gaz do toyotki jeszcze wyrwę  - zacieram ręce - podróż się do Lublina zwróci .


Podrzucę go z 1km na skraj lasu , niech się tylko bardziej ściemni . A noc spędzę w „toyotcie” , zawszę to na zamki w drzwiach i milutkie wnętrze futerko na kierownicy , aż miło rączką dotknąć .
Zajadam teraz smakowite kanapki zrobione jeszcze w obozie treningowym u Churchilla . Znowu dzwoni ten natręt Marcin G . - a pierdole nie odbieram .

Teraz muszę wykminić jak zwabić Olka , żeby ze Zdzichem się  zdążył  zwąchać , bo tamta menda opowie mu co go spotkało i będzie Olek bał się z domu wyjść , a mieszka z matką staruszką nie widzę szans na wywabienie bo z domu w takiej sytuacji . Matka niby stara , a bardziej ruchliwa od niego i jeszcze lachę ma  - wielką ciupagę bukową .
Jest i druga opcja plan minimum na jutro , tego eleganta przebadać .

Czas pokaże , póki co prześpię się w tej dziczy.

Ciąg dalszy nastąpi ....


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz